Koziołki poznańskie
Początki legendy o Poznańskich koziołkach miały miejsce we wrześniu 1551 roku podczas rozpodowy Poznanskiego ratusza, który do dziś jest najważniejszym budynkiem Poznania. Prace nad rozbudową nadzorował znamienity włoski architekt Jan Baptisto Qadro.
Tego dnia zaprezentowany miał zostać zegar wykonany przez mistrza Bartłomieja Wollfa z Gubina. Zegar ten miał zawisnąć na wieży ratusza Poznańskiego.
Dzień był ciepły a na rynku gromadziło się już coraz więcej osób. Swoją obecność zapowiedział sam wojewoda wraz ze swoją żoną. Mistrz Mikołaj odpowiedzialny z koleji za gastronomiczną oprawę przyjęcia cierpliwie obracał na ogniu sarnią pieczeń - najważniejsze danie owego wydarzenia.
Nagle rozległ sie hałas niesamowity - to udziec pieczołowicie na ogniu pieczony spadł z rożna i zaczął się palić. Mistrz Mikołaj krzyczał z żalu aż w całym Poznaniu słychać go było. Wezwał Mistrz Pietrka i rzekł "Biegnij i przeszukaj cały Poznań w poszukiwaniu mięsa na uczte" co Pietrek szybko uczynił.
Biegnąc przez ulice miasta, odwiedzając każdą gospodę i każde domostwo nie mógł Mikołajowy pomagier znaleźć nic co na ucztę by się nadawało. Wtem usłyszał dźwięk przypominający beczenie - to nad Wartą pasły się dwa małe koziołki przywiązane za powróz do palika. Nie myśląc zbyt wiele wziął Pietrek powrozy i rozglądajać się na boki zaciągnął przez cały Poznań je pod sam ratusz.
Gdy przyprowadził koziołki do kuchni i zaczął je rozwiązywać - te najwyraźniej tylko na to czekając pobiegły sobie w siną dal nie zwracając uwagi na pokrzykiwania Pietrka. Gdy Pietrkowi wydawało się, że już ma je w garści tw skakiwały coraz to wyżej i wyżej - przeklinał Pietrek na czym Poznań stoji a koziołki były już pod samym zegarem.
Tymczasem pod ratuszem zrobiło sie głośno gdyż wojewoda ze swą małżonką nadjeżdżali. Czekał już na nich nie tylko lud Poznania, ale i rajcy miejscy, i sam pan burmistrz, który na powitanie wojewody osobiście podążył. Nagle do wojewodowych nóg rzuciła się kobieta z płaczem, skarżąc, że została okradziona przez pomagiera mikołajowego. Lecz zanim zdążyła skończyć uszom wszystkich dobiegł dźwięk dochodzący z wieży.
Oczom wszystkich ukazały się dwa wesołe koziołki trykajace się głowami. Mikołaj opowiedział historie o pieczeni a Pietrek zaczął przepraszać. Koziołki tak ubawiły imć wojewodę, że do dzisiaj zegar mistrza Bartłomieja w poludnie prezentuje dwa trykajace się koziołki, będące dumą i znakiem rozpoznawczym poznańskiego rynku.
|